Dziś jest czwartek 22.08.2019 , Imieniny :  Cezarego, Marii, Zygfryda

Przejdź do

Katalog firm Tablica Ogłoszeń Komunikacja

Legendy

Legenda o Górze Kalwarii - czyli skąd pochodzi nazwa Nowa Jerozolima
Dawno temu, jak niesie legenda, w drugim dniu Bożego Narodzenia roku 1668, nad wioską Góra - poprzedniczką obecnej Góry Kalwarii miało miejsce niezwykłe zjawisko.
Dnia tego, wczesnym porankiem, ludność okoliczna zaobserwowała na nieboskłonie wschodzące słońce, które "stanęło" u podnóża krzyża tam też widocznego.
Zachodzący, jeszcze widoczny, księżyc znalazł się najpierw na przecięciu ramion krzyża - przybierając formę serca, a następnie przesunął się ponad krzyż.
Najbardziej zadziwił oglądających fakt, iż mimo tak wczesnej pory dnia, działo się to na zachodniej stronie nieba. Od tego momentu miejscowość nazywano Nową Jerozolimą, a w oparciu o Apokalipsę św. Jana tłumaczono jako miejsce wybrane przez samego Boga.


Legenda o czarcim stawie

Miejsce, na którym dziś stoi Wieczernik kilkaset lat temu było otoczone przez bagniste jeziorka. Do dnia dzisiejszego zachował się tylko mały stawik porośnięty rzęsą. Z nim wiąże się ta oto legenda.
Swego czasu na Mariankach stał klasztor zakonu Marianów. Ojcem przełożonym w tym klasztorze był wówczas srogi Stanisław Papczyński.
Stał tam także mały, drewniany kościółek, którego żywot zbliżał się ku końcowi. Ojciec przełożony chcąc odratować nieco stan kościółka posłał po kweście jednego z braci zakonnych, aby ten uzbierał od ludzi trochę grosza. Przestrzegł go jednak by wrócił na modły wieczorne.
Zakonnik zaczął zbierać grosze, których mu ludzie nie skąpili. A widząc jak sakwa się zapełnia pomyślał, że chyba nic się nie stanie jeżeli nie wróci na modły, a za to z pełnym workiem. Uradowany, że mu się tak poszczęściło wrócił do klasztoru grubo po wyznaczonej porze.
Ojciec Papczyński popatrzył na niego srogim wzrokiem, rzekł: "Dobra doczesne stawiasz nad dobra duchowe!" i chwytając worek pełen grosików krzyknął: "Niech te pieniądze będą przeklęte!!!". Wyszedł z klasztoru i wrzucił je do stawu znajdującego się dziś przed Wieczernikiem. Woda w nim zawrzała, dały się słyszeć czarcie smiechy.
Od tego czasu ponoć woda w tym stawie jest zatruta ogniem piekielnym. Nawet żaby niegdyś głośno rechoczące zaczęły tylko cicho kumkać.
Jak zatruta jest ta woda może świadczyć to, że jeden z mieszkańców Góry Kalwarii wykąpawszy się w owym stawie dostał dziwnej choroby skóry.
Ludzie mówią, że niekiedy pojawiał się tam Mefistofeles w cylindrze, fraku i z laską, wychodzący z dna piekieł na świat.


Legenda o perłach

Król Zygmunt Stary podarował królowej Bonie wiele włości, wśród których był także zamek w Czersku.
Królowa przybyła do zamku w 1520 roku. Na dziedzińcu wybudowała renesansowy dworek, a w okolicy Czerska założyła uprawę winnej latorośli i włoszczyzny, czyli warzyw przywiezionych z Włoch.
Czterdzieści lat później wyjeżdżając pośpiesznie z polskiej ziemi z wszystkich swych posiadłości zbierała skrzętnie kolekcjonowane przez życie kosztowności.
Do zamku czerskiego przybyła także, aby i stąd wydostać swoje skarby. Chcąc przyspieszyć pracę sama chwytała mniejsze szkatułki i znosiła do powozu. W czasie znoszenia jednej z nich nie zauważyła, że spod wieka wysunął się długi sznur pereł. Zahaczyła nim o występek w murze i przerwała nie z własnej woli. Perły rozsypały się po posadzce, lecz królowa nie zebrała ich ani nikomu nie rozkazała tego zrobić, tylko poszła dalej.
Legenda mówi, że w czasie pełni księżyca na murach zamku pojawia się biała postać zbierająca rozsypane niegdyś perły. Lecz gdy tylko zakończy swą pracę zaczyna ją od nowa, bo perły się rozsypują. I czynność ta nie ma końca.


Dlaczego wybudowano kaplicę św. Antoniego

Pewnego razu, a działo się to dawno temu, zdarzył się dziwny wypadek.
Słońce wzeszło tego dnia jak co dzień. Białe chmurki przesuwające się po niebie złociły się w promieniach wstającego słońca. Przyroda budziła się do życia. W lasach przemykały się różne zwierzęta, z pól znikały zające za bardzo widoczne w biały dzień na tle zieleni, woda burzyła się od skaczących w niej ryb. Cała ziemia rozbrzmiewała wszelkimi odgłosami ptaków wyśpiewujących radość z pięknego dnia.
Wśród boru i łąk wił się piaszczysty gościniec. Spieszyli po nim ludzie na jarmark do pobliskiej osady - Góry. Wśród wielu był tez i Żyd pragnący sprzedać swój towar i zakupić inny. Raźnie poruszała się niewielka furka ciągniona przez dwa konie. Przejeżdżając przez zielony mrok lasów, Żyd słyszał przeróżne odgłosy leśnych zwierząt i ptaków. Nie budziły one w nim strachu. Lubił te lasy i gęstwiny, znał ich zagadki, tajemnice i niebezpieczne pułapki, miejsca suche, spokojne, ale też i zdradliwe : bagna, torfowiska.
Na jarmarku w Górze tłum straszliwy, mnóstwo towaru. Tkaniny, misy, owoce, wyroby drewniane, sadzonki winnej latorośli i innych egzotycznych roślin. Żyd, który w tym barwnym tłumie rozłożył swój stragan z towarami zaczął je wychwalać. I zachwalanie towaru i jego sprzedaż tak bardzo zajęły uwagę Żyda, że nie zauważył, kiedy zniknęły mu konie wraz z wozem. Był zaskoczony. Do tej pory nic takiego mu się nie zdarzyło. Nie wiedział co robić. Jedynym sposobem odzyskania zguby było poszukiwanie. Obszedł więc całą Górę - nie znalazł. Szukał po lasach, polach. Na próżno. Niemal załamał się zupełnie. Konie były najważniejszą częścią jego majątku, zdążył się do nich przywiązać. Nadzieja na znalezienie ich malała z każdym krokiem.
W swoich poszukiwaniach dotarł wreszcie nad brzeg Wisły. I oto niespodziewanie dla siebie napotkał człowieka. Zdziwił się myśląc, że i on szuka jakiejś zguby. Nie wyglądał jednak na załamanego poszukiwacza, jego szaty świadczyły, że ma do spełnienia inną misję. Był to zakonnik - bernardyn. Żyd nie wiedząc gdzie szukać pomocy opowiedział zakonnikowi o swojej stracie. Podczas tej opowieści nieraz załamywał mu się głos i z wysiłkiem tłumił szloch. Zakonnik wysłuchał tej przejmującej skargi, wzruszył się i ulitował nad ciężkim losem Żyda. Wskazując na pobliskie wzgórze rzekł : "Idź tam, a znajdziesz swoje konie i wóz".
Pobiegł Żyd w stronę wzgórza nie namyślając się ani chwili, bo była to jego ostatnia nadzieja. Rozgarniając zasłaniające mu widok zarośla dotarł wreszcie na porośnięte trawą wzniesienie i nagle ujrzał swoją zgubę. Krzyknął radośnie w stronę nieba, a ono podało ten krzyk szczęścia dalej i dalej. Usłyszał go także zakonnik i lekko uśmiechnął się, on także cieszył się z tego powodu.
Żyd wdzięczny zakonnikowi za odnalezienie zguby wrócił na miejsce spotkania, aby podziękować. Zdumiał się wielce, gdy wokoło nie dostrzegł nikogo.
Wkrótce wieść o tym wydarzeniu rozeszła się po Górze i dotarła nawet do klasztoru bernardynów. Ojciec gwardian chcąc dociec prawdy zaprosił Żyda do klasztoru i przedstawił mu wszystkich zakonników. Żaden z nich jednak nie był tym, który pomógł Żydowi. Wtedy ojciec gwardian zrozumiał wszystko. Zaprowadził go przed figurę św. Antoniego wyłowioną dawniej z nurtów Wisły. Żyd rozpoznał w niej postać zakonnika spotkanego nad Wisłą. Odtąd figura ta znalazła się w osobnej kaplicy wybudowanej na cześć świętego, aby wierni mogli się modlić do niego i prosić o odnalezienie swojej zguby. A co się stało z Żydem? Wrócił do domu szczęśliwy i jako chrześcijanin, bowiem swoja wiarę zmienił na katolicką.


Legenda o lochach

Sześć wieków temu na wzgórzu znajdującym się niedaleko dzisiejszej Góry Kalwarii, oddzielonym fosą od gościńca przebiegającego przez Czersk, szlachetny książę Janusz I Starszy rozkazał wznieść zamek obronny. Tą solidną budowlę stawiało wielu ludzi. Miała ona grube mury, w których w równych odstępach prześwitywały otwory strzelnicze. Z trzech stron, z wież obserwowano wciąż, czy pod zamek nie zbliża się wróg.
Na dziedzińcu wzniesiono kaplicę i budynki mieszkalne. I to jeszcze nie wszystko. Książę polecił swym budowniczym wykopać także długie lochy, które miały kończyć się w którejś z pobliskich wiosek. Mogły one być wykorzystane w razie konieczności ucieczki lub ukrycia skarbów.
Legenda mówi o śmiałkach, którzy dla wzbogacenia się lub dla sławy próbowali odnaleźć choć trochę z tych bogactw i o tym, że znikali bez wieści i nigdy już ich nie widziano.
Są także i tacy ludzie, którzy twierdzą, że w czasie prowadzonych tu wykopalisk archeologicznych odkryto ponoć pod dawnym mostem zwodzonym okute drzwi prowadzące do lochów. Lecz, czy komukolwiek uda się odnaleźć skarby? Nie wiem.


Legenda o figurze św. Antoniego

Kiedy na wiosnę Wisła występowała ze swojego koryta zalewając okoliczne doliny: łąkami, lasami i niekiedy wioskami, nie było żadnej ochrony przed jej żywiołem. Góra Kalwaria leżąca na wzniesieniu była dostatecznie bezpieczna.
Otóż kilkaset lat temu w czasie jednego z potężnych wiosennych przyborów, ojcowie bernardyni spacerowali po ogrodzie przylegającym do klasztoru. Wisła płynęła wtedy niedaleko od nich. W pewnym momencie kilku z nich spostrzegło jakiś podłużny, kolorowy przedmiot wyrzucony na brzeg. Gdy się zbliżyli poznali, że jest to statua przedstawiająca św. Antoniego Padewskiego, trzymającego w swych dłoniach maleńką postać Jezusa Chrystusa.
Wzięli więc tę statuę i umieścili ją w swoim kościele, modląc się do niej. Św. Antoni wyświadczał ludziom wiele łask, za co nazwano go Cudownym i wybudowano osobną kaplicę.

Mapa serwisu Strona główna Nota prawna Polityka prywatności

1 odsłon serwisu od 9 marca 2005